Po prostu… Filharmonia! Wiedeń w Warszawie. Beethoven – 250. rocznica urodzin – ​Beethoven nie był sam

12 lutego 2020, godz. 19.00
Filharmonia Narodowa w Warszawie

Koncert w ramach cyklu Po prostu… Filharmonia!

Wykonawcy:
Polska Orkiestra Sinfonia Iuventus im. Jerzego Semkowa
Jarosław Thiel – dyrygent

Program:
Joseph Martin Kraus – Symfonia c-moll VB 142
Jan Václav Hugo Voříšek – Symfonia D-dur op. 24
przerwa
Ludwig van Beethoven – IV Symfonia B-dur op. 60

Źródło: Filharmonia Narodowa w Warszawie

Często patrzymy na przeszłość wybiórczo, ale sprzyjają temu skróty myślowe i uogólnienia, taka już jest natura dystansu. Perspektywa powoduje, że z oddalenia widać najważniejsze punkty. Oczywiście, że Beethoven nie był sam – jeśli dzisiaj uznajemy go za jednego z największych geniuszy w dziejach muzyki, to jednocześnie dopowiedzieć trzeba, że bez kontekstu społecznego i całej cywilizacyjnej infrastruktury, bez innych kompozytorów, bez tych, którzy byli „przed” i przyszli „po” – jego gwiazda świeciłaby innym światłem. Dopiero kontekst uwypukla to, co u Beethovena najważniejsze i najcenniejsze.

Ale można jeszcze inaczej: gdyby nie ślepy los, nie zawracający sobie głowy uzdolnieniami jednostek – historia muzyki pewnie wyglądałaby zupełnie inaczej. Los przeciął bowiem drogę życiową Josepha Martina Krausa w wieku zaledwie 31 lat. Szwedzki kompozytor, niezwykle uzdolniony i wrażliwy przyszedł na świat – jak Mozart – w 1756 roku. Zbieżności czasowe spowodowały zresztą, że przylgnęło doń określenie „szwedzki Mozart”, chociaż nie powinno się go odnosić jedynie do dat życia. Kraus w swojej postawie artystycznej wykazywał niespodziewanie wiele podobieństw do autora Czarodziejskiego fletu.

Pochodzący z Vamberku w Czechach i działający w Wiedniu Jan Václav Voříšek należał już do następnej, wczesnoromantycznej generacji. Z Beethovenem się znał, świadczy o tym choćby materia jego jedynej Symfonii D-dur op. 24. Łatwo skojarzyć ją z pierwszymi symfoniami Beethovena, ale też warto wskazać w niej cechy wczesnego romantyzmu. Czyli trochę tradycji i trochę wizjonerstwa. Jak u wielkiego Ludwiga, który potrafił być burzycielem, ale również z powodzeniem pisać w stylu doskonale klasycznym, do złudzenia przypominającym muzykę Josepha Haydna, bo taka jest IV Symfonia B-dur op. 60, skomponowana dla orkiestry hrabiego Oppersdorfa z Głogówka.

Organizatorem koncertu jest Filharmonia Narodowa w Warszawie.

Bilety: https://bit.ly/2rrSfKC